Blog

No i co? Nasze najnowsze przemyślenia
Relacje od początku

Relacje od początku

02.06.2014.

Skąd w Twoim życiu tyle dobrych relacji? To jedno z najczęstszych pytań, jakie słyszę. Także ostatnio w rozmowie z klientem coachingowym padło to pytanie. Siedzieliśmy z kubkami ciepłej kawy w pewnym zaczarowanym warszawskim miejscu. Dookoła tylko pojedyncze osoby. Nikt do nikogo się nie odzywa. Zero uśmiechu. Każdy w swoim świecie. Wtedy właśnie tam, w tamtej chwili zdałam sobie sprawę, że początkiem moich relacji jest często przełamywanie naszej naturalnej lub wyuczonej strefy komfortu.

Dla przykładu parę lat temu stałam na przejściu dla pieszych, obok stała kobieta w ciemnych okularach, z ręką wysuniętą do przodu, coś sama szeptała do siebie. Ludzie spoglądali dziwnie, parę osób się zaczęło śmiać i pokazywać ją palcem. Zmieniło się światło, ale Ona nie ruszyła, skuliła się pod naporem tłumu pędzącego na drugą stronę ulicy. Podeszłam do niej lekko dotknęłam jej ramienia i zaproponowałam pomoc. Cały czas miałam na twarzy uśmiech, taki zwykły uśmiech, którym obdarzasz kogoś z sympatii. Przeszłyśmy razem przez ulicę i dalej… Bo tak się złożyło, że Hania okazała się cudowną kobietą, która miała w życiu mniej szczęścia niż ja czy Ty. Hania była niewidoma, do tego poważnie chorowała, miała pecha do partnera życiowego, który regularnie udowadniał jej, że wszystkie nieszczęścia są jej winą…

Hanię zaprowadziłam do miejsca, gdzie otrzymała pomoc. Odwiedzałam ją z Szymkiem. Wspólnie opowiadaliśmy jej, jak wygląda świat. Czasem Szymon siadał koło niej na łóżku, a ja im czytałam książki lub słuchali razem muzyki poważnej i opowiadali sobie, co widzą z zamkniętymi oczami. Szymon przynosił Hani znalezione w parku skarby i opowiadał jak to zwykły kijek staje się mieczem groźnego rycerza. Szłyśmy razem na spacer i rozmawiałyśmy o tym jak wiele może zależeć w życiu od przypadku. Śmiałyśmy się z drobnostek. Pewnego dnia Hania odeszła, ale wiedziałam, że była w tamtym momencie szczęśliwa, ze dałam jej kawałek tego, co miałam najlepsze – szczęścia, codzienności, radości, bliskości, czasu. Największym podziękowaniem był list od niej:

„(…)Gosiu pamiętam dzień w którym podeszłaś do mnie na przejściu dla pieszych i podałaś rękę, jak nachyliłaś się do mnie, żeby pomóc wstać, jak podniosłaś moje torby i szepnęłaś do mojego ucha „Ciiii… spokojnie. Pomogę Pani”. Poczułam wtedy, że będzie dobrze, że nie musze się bać. Ten dzień to był dzień mojego nowego życia, którego bez Ciebie bym nie rozpoczęła.
Gosiu minęły dwa lata – dzięki Tobie uwierzyłam, że pomimo choroby, pomimo tego, że jestem niewidoma mogę choć na ten ułamek życia, jaki mi został, spełnić swoje marzenia (…)
Wiem, że mam mało czasu, że moje życie się kończy. I wiem, że najbardziej będę tęsknić tam – po drugiej stronie – za Tobą, za tym jak przychodziłaś do mnie do z Szymonem i jak siadałyśmy na ławce pod drzewem, i jak nam czytałać. Brakować mi będzie tych wieczorów przed Bożym Narodzeniem, kiedy wpadałaś pachnąca jemioła, cynamonem i wanilią z paczką domowych pierników. Brakować mi będzie jak mi świat na spacerach opisywałaś, jak uczyłaś mnie słuchać muzyki. Brakować mi będzie tych sobotnich lub niedzielnych poranków gdy wpadałaś pachnąca wiatrem i kazałaś mi się ruszyć, bo jedziemy na wycieczkę. Dziękuję ci za ten szum morza, który mi dałaś, za góry które dzięki Tobie dotknęłam całym ciałem, za to jak pokazałaś mi czym jest jazda samochodem przy Vivaldim, jak pozwoliłaś mi poczuć rosę na gołych stopach na środku łąki. To były moje radości, moje spełnione marzenia.(…)
Gosiu dziękuję że mnie nie okłamałaś nigdy, że zawsze – nawet w tych najgorszych sprawach mówiłaś prawdę. Dziękuję za to, że potrafiłaś ze mną milczeć.
Teraz wiem, że ludzie są dobrzy, uwierzyłam w to dzięki Tobie. Chciałabym ci darować wszystko, co mam – ale to tak niewiele… Nic. Więc daruję ci moje oddanie, moją miłość, przyjaźń, moje modlitwy i nadzieje, moją pamięć i moją wiarę w Ciebie, daruję Ci moja siłę i energię – mi już nie są potrzebne – teraz czas na Ciebie.
Bądź sobą – każdego dnia. Spraw żeby ludzie uwierzyli, że są cudowni i mają w sobie moc. (…)
Hania (od niedługo Twój prywatny Anioł Stróż)”

To jedna z najbardziej niesamowitych pamiątek z zwykłego życia z ludźmi, z których każdy niesie ze sobą swoją historię, swoje emocje, swoje bóle i swoją wiarę w cuda. Te cuda zdarzają się na każdym kroku wystarczy:
1. Rozglądać się.
Popatrz dookoła siebie – zobacz ile ciekawych ludzi jest koło Ciebie.

2. Uśmiechnąć się.
Każdy z nas naturalnie ciągnie do ludzi, którzy są uśmiechnięci, szczęśliwi, którzy roztaczają wokół siebie aurę radości.

3. Być sobą.
Nie udawaj nikogo innego. Nie opowiadaj niestworzonych historii. Bądź szczery nawet, jeśli czasem coś, co masz do powiedzenia, jest trudne – pamiętaj tylko o sposobie, w jaki to zrobisz.

4. Szanować emocje.
Nie tyko swoje. Bycie empatycznym nie jest trudne, a w nawet małej dawce potrafi zmienić relacje z drugą osobą, która czuje się zadbana i ważna.

5. Znajdować czas.
Na bycie razem. Na drobne przyjemności. Na to aby iść na spacer, zadzwonić, posiedzieć razem.
Tak niewiele a zarazem tak wiele dla kogoś obok nas. Wyjdź ze swojej strefy komfortu. Miej odwagę być szczęśliwym i otwartym na innych ludzi. Zobacz, jak wiele to zmieni w Twoim życiu. Powodzenia.

Małgosia Nowicka
Author: