Blog

No i co? Nasze najnowsze przemyślenia
Wizja kwiatu z morałem

Wizja kwiatu z morałem

18.01.2016.

Witajcie wędrowczynie i włóczykije życia! Moi drodzy Adepci!

Mam dla was dziś lekcję, ważną, bo przydażyła się Mnie w dalekiej odludnej krainie. Podczas swoich niezliczonych podróży trafiłem onegdaj do kraju nad rzeką Wisłą, gdzie w lesie Wawerskim z miejscowymi tubylcami odbywaliśmy głebokie medytacje. Na jedną z takich sesji udałem się w najczarniejszą knieję tego nieprzepastnego pomnika przyrody.

Powoli śpiew ptaków i szum drzew cichł we mnie. Ostała się tylko pustka. A z niej wyłonił się krzak. Zarośl przedstawiał się dalece od okazałości. Był niewielki, z poskręcanymi gałęziami i wyrastającymi w każdą możliwą stronę korzeniami. Część z gałęzi była pusta, bezlistna, ale większość z nich pełna była zielonego listowia. I stał tak ten krzaczor, metr ode mnie, nerwowo podrygając jakby chciał obrazić mnie całym swym jestestwem. Zapytacie, mistrzu skąd wiesz co czuł krzaczor? Otóż on do mnie przemawiał, to była mowa bytu jakim był.

I poczułem emocje, całe morze emocji biegnących niczym stado królików, w każdą stronę za poszukiwaniem strawy. Zaglębiłem się w nie i nagle mnie tknęło. Ja je znałem! Poczułem, że znam te piękne białe króliki emocji już od dawna. Tak, to były moje emocje. Wtedy nawiązałem więź z krzewem. Odpuściłem wszelką kontrolę, dałem się prowadzić wizji. Wstąpiłem na wyższy poziom. Nad krzaczorem pojawił się obłok, a w nim z wolna zaczął formować się kształt. To był kolejny krzak. I tu znów olśnienie – pozwoliłem swojej wizji mieć wizję, wstąpiłem na poziom metamedytacyjny. Ten krzak był o niebo piękniejszy od pierwowzoru. Wspaniałe, olbrzymie zielone liście, rozłożyste, płonące blaskiem konary. Korzenie wbite w ziemie z mocą, grube i gęste, jak żyły na rękach zapracowanego kowala, który zapomniał że na wczoraj miał robotę do wykonania. I zalała mnie fala oślepiającej bieli, bijącej od tego wrzosowego bóstwa. Wizja się urwała.

Zapytacie zapewne, mistrzu co to wszystko znaczyło? Już śpieszę z odpowiedzią. Otóż pierwszy krzew był wizją nas samych. Tego kim jesteśmy w danej chwili. To nie musi być krzew, to może być coś zupełnie innego jak rzeka, szklanka czy kapeć, wizje różnią się i zależą od wielu WCzW (Wizyjnych Czynników Wpływu). Kondycja tego elementu wizji przedstawia naszą kondycję psycho-fizyczno-astralną. Żądni i głodni wiedzy zapytacie jednak, a co z drugim krzewem? To również bardzo proste. Jednak wpierw przestroga: niektórzy domorośli mistrzowie twierdzą, że jesteś to ty, jakim możesz się stać, ty-genialny, ty-prawdziwy, ty-ostateczny. Twa finalna, doskonała forma. Nic bardziej mylnego. To twoja wizja siebie, jakbym byś chciał być. Twoja syzyfowa góra, na którą chciałbyś wtoczyć swój kamień bytu. Twój niekończący się wyścig z marzeniem, które ściąga Cię w otchłań rozpaczy.

„Aha” – powiecie zamyśleni. A ja przerywając wasze zamyślenie powiem: „Nie gońcie za Wami-doskonałymi, nauczcie się kochać wasze krzaczory takimi, jakie są, ze wszystkimi wadami i zaletami. I zamiast czytać pierdoły weźcie się wreszcie do roboty!”

Mistrz Realnosci
Author: