Blog

No i co? Nasze najnowsze przemyślenia
Zołza w firmie – czyli z kim pracujesz

Zołza w firmie – czyli z kim pracujesz

26.01.2016.

Pierwsza część artykułu pojawiła się w magazynie internetowym Liderka.pl (numer 2)

Sierotka Marysia, Panikarz czy Firmowy Psychopata – zobacz z kim pracujesz

Siadasz rano w swoim biurze i rozglądasz się dookoła. Za rogiem siedzi J., który co rano rozlewa kawę na dokumenty. Po prawej biurko zajmuje O. Jej oczy nigdy nie zdradzają ani odrobiny uczuć, jakby ją zmroziło (za bardzo). W recepcji siedzą dwie osoby – jedna zawsze zawalona papierami, odbiera trzy telefony na raz. Druga przesympatyczna, uwielbiana przez wszystkich – co poniedziałek przynosi muffiny własnej roboty. Spoglądasz na siebie – a jak mnie postrzegają moi współpracownicy? Jak wyglądam w ich oczach?

W każdym zespole, organizacji czy firmie różne osoby wcielają się w różne archetypiczne role. Są takie, które przychodzą nam dużo łatwiej, jakbyśmy mieli je naturalnie zapisane w kodzie DNA, są takie które przyswoiliśmy z biegiem lat, pracy i doświadczeń. Są takie, które czujemy, że nas chronią i takie, które sprawiają, że czujemy się pewniej.

Jakie więc archetypy, w kontekście działania w firmie z przymrużeniem oka, można zauważyć? Dziś bardzo subiektywna dawka archetypów, na podstawie ponad 10 lat doświadczenia zawodowego, ponad 50 organizacji/ firm i wielu przypadków ludzkich, w rozmowie o archetypach Małgosia Nowicka i Aleksandra Wzorek z Nowicka&CO.

O: Pracowałyśmy w wielu miejscach, w wielu doradzamy i wspieramy działania też HR. Widujemy się z mnóstwem ludzi i często możemy ich obserwować trochę z boku. Jaka jest Twoim zdaniem najczęściej spotykana osoba w firmie?

M:  Myślę, że na pewno nie ma takich jasnych typów. Najczęściej są mieszanki różnych podejść i ról jakie dana osoba przyjmuje. Tylko pytanie, czy te mieszanki są wybuchowe, czy też takie z którymi jesteśmy w stanie coś sensownego zrobić. Każdy archetyp może być dla nas istotny i wprowadza coś istotnego do funkcjonowania grupy ludzi – tylko z niczym nie można przesadzić.

O: Aczkolwiek są specyfiki, które możemy wyróżnić. Ja ze swojego punktu widzenia powiedziałabym, że Pozorant najszybciej i najczęściej rzuca mi się w oczy.

M: Najpierw udaje, że pracuje. Robi niezłą zasłonę dymną. Nawet czasem coś robi. Ale jeśli człowiek się wgłębi w to, co zostało, przez pozoranta zrobione, przekona się, że nie jest to już do końca to.

O: Tak i, że są to, jak sama nazwa wskazuje, takie działania pozorowane, które można wykonać w ciągu 5 minut, ale żeby wyglądały dobrze.

M: I robi je bardzo długo.

O: I podkreśla, że jest to bardzo trudne zajęcie.

M: Którego żaden śmiertelnik nie może zrozumieć. Niestety taka osoba pojawia się w każdej firmie. Razem z, tu przechodzimy do kolejnej roli, Kreatywnym Nierobem.

O: To są takie osoby, które dużo wymyślają, a potem zdają sobie sprawę, że nie będzie to takie proste do zrobienia, więc wymyślają kolejne pomysły, a tamte wcześniejsze pozostają niewdrożone…

M: W ich świecie najlepiej rozpisać jest plan i pokazać wszystkim, jaki mają fajny pomysł. Jeśli chodzi o realizację – tym może się zająć już ktoś inni.  Bo Kreatywne Nieroby są bardzo zajęte. I tu obie wspomniane role (Pozoranta i Nieroba) się mieszają.

O: Ale mamy przeciwieństwa dla nich: Pomysłowy Dobromir i Pracowity Świstak. To są takie dwie osoby, archetypy, które najbardziej cierpią na zachowaniach Pozoranta i Kreatywnego Nieroba. Bo to są te, które zabiorą się i wykonają swoją pracę – patrz Pracowity Świstak będzie “zawijał w te sreberka”, a potem Kreatywny Nierób powie: “O! Zobaczcie jak to ładnie wymyśliłem”.IMG_4582

M: Pracowity Świstak to jest w ogóle taka trochę niewdzięczna rola. Bardzo potrzebna w każdym zespole, ale z drugiej strony może popaść w konflikt z Nierobem lub Pozorantem.

O: Bo Świstaki pracowicie działają i nie starają się udowadniać innym, że coś robią. Można na nich polegać.

M: Niestety rzadko się wybijają, bo… pracują, są zajęte pracą, a nie upominaniem się o nagrody i podwyżki. A co za tym idzie nie walczą o swoje. Często, zwłaszcza w dużych firmach, nikt może nie zauważyć, jak wiele pracy Świstak włożył w wykonaną pracę w porównaniu z Pozorantem. No chyba, że ma fajnego szefa, który zauważa co robią podwładni. Ale niestety to też rzadkość.

O: Też fajnie jak w zespole jest Pomysłowy Dobromir vel Człowiek, który Żadnej Pracy Się Nie Boi.  To taka osoba, która nie tylko potrafi coś wymyślić, ale potem przerabia swoje pomysły w działanie.

M: Sprawdza się też w takich zadaniach, które nie leżą w zakresie jego obowiązków. Potrafi wymyślić, jak usprawnić, jakiś proces, zrobić tę samą pracę lepiej, szybciej. Czasami widzi, że nikt czegoś nie umie w firmie i sam zabiera się za robotę.

O: To jest taka osoba, którą częściej spotkasz na zarządzającym stanowisku. Osoba, która jest pracowita i ma dużo pomysłów, i potrafi dobrze organizować pracę innych osób. A jednocześnie będąc na tym zarządzającym stanowisku, jeśli okaże się to potrzebne, będzie zbijać półki i biurka, jeśli nikt inny w zespole tego nie potrafi.

M: Miałyśmy taką sytuację, gdy pracowałyśmy razem w pewnej firmie i trzeba było wyremontować biuro i dla nas, pomimo że nie byłyśmy tam na stanowiska robotniczych, nie było problemem spędzenie fascynującego tygodnia wakacji…

O: W 30-stopniowym upale…

M: Malując 3-metorwe ściany. Jak widać mamy coś z tego Pomysłowego Dobromira…

O: I tu płynnie przechodzimy do firmowej Matki Teresy.

IMG_4570M: Jest to archetyp reprezentowany przez pewną osobę, którą dobrze znam, w pewnej dużej koroporacji. Najlepiej się czuje, kiedy może zaopiekować się innymi, wysłuchać, kiedy przychodzą do niej pracownicy, którzy opowiadają, jakie mają ciężkie życie. Więc jak się chce coś załatwić, to najlepiej mieć historię o ciężkości swojego żywota. Można wtedy dostać podwyżkę, awans lub cokolwiek co by się chciało załatwić…

O: Aczkolwiek, ja jak myślę o Matce Teresie, to wyobrażam sobie taką osobę, która przynosi do firmy różne rzeczy: jakieś ciasta, owoce, coś co inni lubią. „Bo przecież tak ciężko pracują”.

M: Ten Pozorant najciężej, a Matka Teresa po pracy piecze mu ciasta (śmiech). No i co jest charakterystyczne, to do Matki Teresy dzwoni się o każdej porze dnia i nocy. Bo wspomoże w każdej sprawie, nie tylko firmowej.

O: I tu dochodzimy do tego problemu, że Matka Teresa przenosi to życie firmowe do domu: opowiada, co się komu stało, jakie nieszczęście zdarzyło się poszczególnym pracownikom. Ale za to dla równowagi w większości firm jest w biurze Człowiek Chilloucik, którego niewiele potrafi zmartwić, a na pewno nie nadchodzące terminy oddania zlecenia.

M: On zawsze zdąży i robi wszystko na ostatnią chwilę.

O: Ja bardzo nie lubię takich ludzi i są dla mnie bardzo męczący.

M: Oni zawsze mają czas na wszystko.

O: Ja na przykład jestem bardziej odwrotnością – Człowiekiem Chodząca Panika. Ciągle się martwię, czy zdążymy, czy się wyrobimy, czy nie zawalimy terminu.

chodząca panika aleksandra wzorek

Chodząca Panika

M: Dwa miliony pomysłów, co się może nie udać…

O: Bo jak się uda, to dobrze. A jak się nie uda, to trzeba mieć plan A, B, C i D. Dlatego mnie irytują ludzie, którzy zawsze myślą, że ze wszystkim zdążą. Bo nie zdążają z niczym.

M: Właśnie. Chillouty najczęściej nie trzymają się żadnych terminów, bo zawsze mają opcję, że przecież zdążą. A ich nietrzymanie się terminów powoduje, że inne osoby w zespole mają problem, żeby się wyrobić.

O: Co  powoduje niepotrzebny konflikt, który jest tylko dlatego, że jedna osoba się nie trzyma wyznaczonego planu.

M: Dlatego w zespole powinna być osoba, która panuje nad terminami i która, jak trzeba, kopie innych w tyłek, żeby wzięli się za robotę. Inaczej może to się odbijać na atmosferze w całym zespole. Dobrze, jeśli każdy ma w sobie odrobinę chilloutu, ale ważne, żeby ta odrobina, była rzeczywiście niewielką dawką…

O: Ja pamiętam taką sytuację z mojego doświadczenia pracy nad dużym projektem. I pamiętam jak stresująco działało na mnie słuchanie, że “na pewno zdążymy”, jak z dostępnych danych nie wynikało, że się to uda. Dlatego tak ważny w zespole jest Poukładaniec Pilnujący, który tak jak mówiłaś, będzie pilnował tego Chilloucika i zapewni komfort Panikarzowi. Jeśli w zespole nie ma nikogo takiego, a jest to mało wdzięczna rola, to jest trudno. Bo potrzeba osoby, która wszystkie te zadania poszczególnych osób sprawdzi i przypilnuje.

M: Bez niego w zespole ciężko jest też utrzymać klienta. No i do tego dochodzi Krytykant codzienny. Zawsze wszystko mu nie pasuje.

O: Ja akurat uważam, że fajnie jeśli jest ktoś, kto krytykuje i zwraca uwagę.

M: Lubię, jeśli w zespole jest Krytykant, ale nie Codzienny, nie taki, któremu zawsze się nic nie podoba. Czego byśmy nie zrobili – to zawsze jest źle. Więc krytykant jest potrzebny, ale w odpowiedniej dawce.

O: Podsumowując, taka osoba, która ma inne zdanie i krytycznie spogląda na to, co robimy, jest potrzebna, ale nie może być to osoba, która wydaje się być zawsze niezadowolona.

M: To też jest ważne, że bardzo często, jak wynika z mojego doświadczenia, takimi Krytykantami Codziennymi, są menedżerowie średniego szczebla, którzy nie widzą niczego, co jest fajne w pracy swoich podwładnych. Tego, że coś zrobili, że coś się udało. Nawet jeśli to jest drobna rzecz. I wtedy zespół jest nastwiony, że zawsze, czego byśmy nie wymyślili, będzie źle i będzie wystawione na krytykę. I wtedy obniża się poziom pracy takich osób.

O: Genialnie, jeśli jest przestrzeń, w której jesteśmy otwarci na trudny feedback, bo po to się spotykamy i pracujemy kreatywnie, żeby wymyślić coś najlepszego i najbardziej interesującego dla naszych klientów. Ale, że w codziennej komunikacji, konieczne jest zwrócenie uwagi, aby nie dominowały wyłącznie negatywne uwagi i spostrzeżenia..

M: Ostatnio spotkałyśmy zespół kreatywny, który przez ponad pół roku pracy wymyślił przedsięwzięcie, którego opracowanie nie powinno mu zająć dłużej niż kilka godzin. I tu właśnie miała miejsce taka sytuacja: w zespole Krytykant zbudował taką atmosferę, że reszta wolała pozostać   przy najbezpieczniejszym pomyśle. Bo to na pewno tej osobie się spodoba.

O: No i jest jeszcze Narcyz Zaburzony. Najczęściej spotykany w męskim wydaniu, choć nie lubimy takich podziałów.

M: On nie krytykuje, tylko sprawia, że ty czujesz się gorszy, słabszy. Narcyz jest oczywiście najlepszy. Jeżeli chcesz coś zrobić, żeby było po twojemu, to musisz sprawić, żeby myślał, że sam wpadł na ten pomysł.

O: Nie widzą też swoich błędów.

M: A jeśli są szefami, to nie widzą problemów w swoich biznesach. Uważają, że wszystko świetnie działa, bo przecież to jest „ich” biznes. Więc brakuje im tego krytyka wewnętrznego, który w odpowiedniej dawce się przydaje. Oczywiście jest nurt, który mówi, że krytyk wewnętrzny to coś, z czym należy walczyć – jednak ja uważam, że każdy powinien mieć swojego krytyka wewnętrznego i czasem dać mu dojść do głosu. Warto! Problem polega też na tym, że Narcyz otacza się ludźmi, także w pracy, którzy pogłębiają jego pozytywne przekonanie na swój tematy i nigdy nie krytykują, nawet jeśli coś zrobił nie tak.

O: Mam doświadczenie, że Narcyz bardzo często łączy się, że Wszystkowiedzącym Nieukiem i znowu najczęściej się zdarza, że ten archetyp prezentują mężczyźni.

M: Rzeczywiście rzadko się zdarza, żeby wszystkowiedzące były kobiety, choć miałam i takie doświadczenie. W tym wypadku naszej płci bym nie wykluczała tak łatwo. Te Nieuki – oni są w czymś dobrzy, mają jakąś domenę, ale są przekonani, że w związku z tym mogą pouczać innych na każdy temat: od uprawiania ogródka, nauki języków obcych przez edukację, prawo po budowę odrzutowców.

O: Jest to szczególnie trudne i frustrujące dla osób, które muszą z Nieukiem współpracować, tym gorzej jeśli jest to szef. Z tym typem naprawdę nie lubię współpracować.

M: A lubisz pracować z Zołzą? (Śmiech)

O:  Owszem, bo w przeciwieństwie do Narcyza i Nieuka z Zołzą da się pracować efektywnie, rozwijając się przy tym. Zołza to taka postać, do której ludzie podchodzą z pewnym dystansem. Profesjonalnym dystansem. Jest profesjonalna, ale jak trzeba to szczerze powie, co myśli i nie będzie udawała, że coś jej się podoba.

M: Może udawać, że jej coś się podoba, ale zrobi to w taki sposób, że ta druga strona będzie wiedziała, że to jest udawane.

O: Ja bym powiedziała, że Zołza jest zdrowszą, zdatną do zniesienia wersją Firmowego Psychopaty (Choleryka), o którym jeszcze nie rozmawialiśmy.

M: Psychopata, to taka osoba, która wiesz, że wybuchnie na pewno, ale są momenty, w których ten wybuch może cię zaskoczyć. Pamiętam, że miałam takiego klienta. Zdarzyło się, że kiedy w czasie spotkania powiedziałam mu coś, co się mu nie spodobało, on nagle podniósł doniczkę z kwiatkiem i rzucił nią we mnie. Na szczęście robię szybkie uniki. Więc w takiej pracy codziennej, to jest trudne, bo w zespole buduje się ciągłe napięcie “co on zrobi?”.

O: I to nie tylko dotyczy szefów. Miałam kiedyś taką koleżankę, która była połączeniem Świstaka i Choleryka.

M: Nie dziwi mnie to połączenie. Wyobraź sobie, że siedzisz w tej pracy minimum osiem godzin dziennie, czasami zostajesz po godzinach, zawijasz w te sreberka. I w którymś momencie trafia cię szlag, że ty ganiasz i wyrabiasz 100 proc. normy, a inni mają to w nosie. Frustracja zmienia całkiem normalnego Pracusia w Cholercznego Świstaka. Psychopata to też jest ciężki człowiek do współpracy. Ja bym do naszej firmy osoby prezentującej ten archetyp, raczej nie zatrudniła. Nie widzę plusów z takiego pracownika. Chyba, że w windykacji.

O: To może przejdźmy od Psychopaty do Informatyka.

M: Bo to blisko…

O: Dla mnie Informatyk to nie jest koniecznie osoba, która pracuje z komputerem. Nawet może mieć pracę zupełnie z tym niezwiązaną. Unika kontaktu z innymi, chowa się za swoim komputerem albo tą swoją działką, na której się zna i tylko w tym obszarze z tobą porozmawia. Ale zwykle i tak nie rozmawia.

M: Na pewno nie powinno się go kontaktować z klientami, bo może się to tragicznie skończyć. To są w ogóle osoby, którym ciężko się pracuje z ludźmi.

O: Dobrze, jeśli mają nad sobą kogoś, kto rozumie, o czym oni mówią i potrafią przełożyć ich świat na świat innych ludzi. I który ich pilnuje i jest w stanie wyciągnąć od nich informacje. Informatyk jako archetyp, to nie jest osoba, która będzie zarządcą innych ludzi, bo się po prostu do tego nie nadaje.

M: I takim przeciwieństwem Informatyka, jest Człowiek Chodź na Fajka. To jest ktoś kto z tobą rozmawia i zagaduje w każdej chwili dnia pracy. Czasami się zastanawiam, czy to nie jest tak, że ludzie mniej wiedzą o nim niż on wie o wszystkich. Wyciąga informacje i puszcza je dalej w obieg.

O: Taka plotkara. Tylko żebyśmy się dobrze zrozumiały – to nie są tylko kobiety.

M: Nie! Mężczyźni też się dobrze w tej roli odnajdują. Człowiek Chodź na Fajka czasem wie prędzej o zmianach w firmie niż prezes.

O: To są te osoby, które wiedzą, czy będą wypłaty, czy ich nie będzie. Kto dostanie awans, a kto nie.

M: I co się działo na ostatnim wyjeździe integracyjnym.

O: To teraz przyszedł czas na firmowe ofiary, bazujące na poczuciu winy i chęci pomocy ludzi dookoła: Sierotka Marysia i Człowiek Widmo.

M: Sierotka Marysia ma problem z radzeniem sobie z codziennymi zadaniami i zawsze wszyscy im w czymś musza pomagać.

O: Dla mnie jest z nią taki problem, że się nie uczy na błędach. Jak prosi o pomoc, to zawsze w tej samej sprawie. W kółko powtarza te same potknięcia i nie wyciąga wniosków. A wszyscy dookoła się na to godzą, bo ją lubią.

M: Człowiek widmo jest bardziej problematyczny. O tym, że Sierotka istnieje i ma określony zakres obowiązków, to wszyscy wiedzą. Z Człowiekiem Widmo problem jest taki, że nikt nie wie, czym on się właściwie zajmuje. Kiedy przychodzi do pracy i kiedy wychodzi. Czemu raz pracuje w tym dziale, a raz w innym. Jakie są jego zadania?

O:  Nie wiadomo nawet, dlaczego tu pracują, bo właściwie niczym się nie wyróżniają i nic nie robią profesjonalnie.

M: We wszystkich przypadkach, z którymi się spotkałam, były to osoby bazujące na czyimś współczuciu – dlatego pracowały w danej firmie i w nich pozostawały właściwie „nieruszalne”.

O: Coś w tym jest. Spotkałam się z kryciem takiego Widma przez przełożonych przed „wyższymi” szefami, żeby mu pomóc, żeby jeszcze go nie wyrzucili.

M: I właśnie dlatego Człowiek Widmo nie należy do osób lubianych przez zespół. Bo często jego niewykonana praca spada na resztę.

O: No i jeszcze nam został Człowiek Legenda. Osoba, która jest w firmie od zawsze. Znała wszystkich szefów, pracowników, wie o wszystkich ważnych wydarzeniach z historii firmy.

M: W mojej pierwszej pracy była taka pani. Był nawet stworzony taki rytuał, że musiałaś z nią się spotkać i wypić z nią jej okropną kawę. Ona była też najlepiej ustawiona w tej firmie. Nie da się tego ukryć. I często jest to człowiek nie do ruszenia, bo wie wszystko.

O: I jeszcze dodatkowo z Człowiekiem Legendą jest tak, że jak już się próbuje go usunąć, to to wzbudza niechęć reszty zespołu. Z założeniem, że nie jest to przesadny pozorant.

M: Podsumowując – dużo tych archetypów a i tak sądzę, że jeszcze kilka mogłybyśmy wskazać. Myślę, że każdy człowiek pracując, nie reprezentuje tylko jednego archetypu, tylko jest mieszanką różnych. I też najlepiej by było mieć taką mieszankę w zespole. Fajnie, jeśli jest to odpowiednio dobrana mieszanka. Bo są typy, które nie powinny ze sobą współpracować. Bo jak będziemy mieć na przykład tylko 5 Entuzjastów Niecodziennych, którzy działają chętnie, ale krótko, to nic się nie da zrobić.

O: Wiele rozpoczynających swoją działalność firm ma zespoły składające się tylko z Kreatywnych Nierobów albo Entuzjastów Niecodziennych, którym trudno jest im się zabrać do pracy.

M: To, co robimy u siebie, czy u naszych klientów to właśnie określanie, jakie osoby są nam dokładnie potrzebne i czy dadzą radę pracować w zespole, jaki jest potrzebny do danego projektu/ zadania. Ważnym czynnikiem jest uświadomienie sobie, że wszyscy mają pewne predyspozycje i pewne role. Dla nas istotne jest zarządzanie tym zespołem poprzez relacje i reagowanie na to, co się dzieje między ludźmi w trakcie pracy. Konieczna jest umiejętność odpowiedniego reagowania i prowadzenia tych ludzi.

Dlatego myślę, że to zarządzanie relacyjne, które staramy się wprowadzać w naszej firmie i promować na zewnątrz, dobrze pokazuje, jak zarządzić tymi wszystkimi osobami. Jak wybrać osoby do zespołu. Bo nam na początku może się wydawać, że ktoś będzie idealnie pasował, bo spełnia wszystkie wymagania, jeśli chodzi o kwalifikacje, ale okaże się, że nie odnajduje się w zespole.

O: Dlatego u nas ten etap wstępny – poznawania kogoś, kto przychodzi do firmy, jak współpracuje z innymi, jak nawiązuje relacje z innymi współpracownikami – jest bardzo istotny i pozwala nam określić czy dana osoba gra w naszej drużynie. Czy ma te same wartości i cele, jakie ma nasza organizacja. To powinno być zresztą istotne w każdej firmie.

M: Staże, praktyki, umowy próbne – mają swoją wartość w tym względzie, choć nie są lubiane przez pracowników. My wtedy, jako szefowie możemy zobaczyć, jaki ten pracownik jest naprawdę. Wiemy, że każdy przez okres próbny stara się pokazać swoją najlepszą twarz, ale istnieją odpowiednie techniki i narzędzia, które mogą pozwolić menedżerom określić, jakie osoby są w tym zespole i czy nowy pracownik jest w tym wypadku odpowiedni. Fajnym rozwiązaniem dla osób, które prowadzą firmy, zarządzają dużymi zespołami albo rozpoczynają działalność i będą dopiero zatrudniać nowych pracowników – jest skorzystanie z wsparcia zewnętrznych ekspertów, którzy mogą przyjść i popatrzeć na funkcjonowanie firmy z boku.

O: Tak tak dla zabawy i dobrego feedbacku i na zakończenie odpowiedzmy sobie na pytanie: kim my same jesteśmy? Jak myślisz?

M: Super! To Ty dajesz mi, a ja Tobie.

O: U Ciebie oczywiście na pierwszym miejscu Zołza (śmiech), a zaraz potem Pomysłowy Dobromir z elementami Człowieka Chodź na Fajka.

M: Według mnie to najbardziej obstawiam u Ciebie: Panikarz, Poukładaniec, Pracowity Świstak i Pomysłowy Dobromir.

 

Bonus dla odważnych!

Dodatkowo mamy dla Was zadanie. Pokażcie ten artykuł swoim współpracownikom i poproście o wskazanie, które z tych określeń pasuje do Was. Sprawdźcie, jak odbieracie sami siebie i jak inni Was widzą. To cenna wiedza, z której potem możecie korzystać.

Małgosia Nowicka
Author: